sobota, 2 lutego 2013

Część 7

Maya wbiegła na polanę. Zaczęła wołać Lunę. Najpierw głośno, potem coraz ciszej i ciszej aż wreszcie umilkła. Pobiegła do stajni po ulubione smakołyki klaczy. Poszła na pastwisko. Było potężne. Maya przemierzyła całe wzdłuż i wszerz. W końcu usiadła w cieniu drzew. Zaczęła płakać. Z bólu. Co się stało z jej koniem? Którego tak kochała, cierpiała, gdy musiały się rozstać choć na chwilę. Teraz jej nie ma. Koniec wspólnego życia. Zaczęła się modlić przez łzy. Jej ostatni etap w życiu był smutny, zły, nie taki. Dziewczyna płakała, znowu, kolejny raz. Wielkie jak groch łzy spływały po jej policzkach. Po pewnym czasie dziewczyna już nie mogła łkać. Cichutko chlipała. Nie miała już siły, zabrakło nawet łez. Nie wiedziała co się stało z klaczą. Nie wiedziała, gdzie są wszyscy. Wiedziała tylko, że bez Luny, to nie to samo. - błagam – prosiła w myślach Boga- wiem, że zaniedbywałam to ostatnio, ale pomóż mi znaleźć moje maleństwo. Tęsknię za nią. Boję się. Proszę, to moja ostatnia prośba. - Maya otarła rękawem zielonej koszuli łzy spływające ciągle po policzkach. Wstała i poszła w głąb lasu. 

Jutro na ostatni trening :( Nie wsiadłam dzisiaj bo dość że pogoda do dupy to jeszcze kowal przyjechał. Świetnie. Idzie się załamać. Nawet jakby mi jutro ustawił 150 to i tak się zabiję na obozie. Sprzeczne uczucia. Radość i takie załamanie że szok :(
Gejsza
 

wtorek, 29 stycznia 2013

Część 6

Sny. Tego teraz potrzebuje. Oderwać się od rzeczywistości. Poszła do łóżka. Było późno wieczorem. Przesiedziała u Luny cały dzień. Już teraz wiedziała, że poród jest ciężki. Wchodząc do pokoju zobaczyła ich wspólne zdjęcie. Maya siedziała na nim na piasku, ujeżdżalni. Klacz drzemała. Trzymała głowę na udach swojej pani. Ufała jej tak bezgranicznie. Maya dobrze pamiętała ten dzień. Dzień poznania Luny. W końcu zasnęła. Spała długo, głęboko, spokojnie. Było jej ciepło, przyjemnie, lecz kiedy tylko się obudziła od razu pobiegła do stajni. Ciekawość. Tylko to miała w głowie. Emocje. Czuła, że stało się coś złego. Nieprzewidzianego. Czego nikt się nie spodziewał. Weszła do stajni. Było cicho. Za cicho. Coś nie tak. Wtedy zobaczyła boks Luny. Był pusty. Spodziewała się tego. Wyjrzała na dwór, na padok. Poczuła przyjemne ciepło. Słońce, rano. Zauważyła mnóstwo koni. Jednak ani jednego podobnego do Luny. Zobaczyła natomiast nowego źrebaka. Samego odosobnionego, obok innej klaczy, nieznanej Mayi. Co jest?

Już za 18 dni obóz! Niesamowicie. W ogóle nie wiem jak to ogarnąć. Jeszcze tylko 1 trening prawdziwy :/  Masakra, Skoki coraz lepiej ale i tak nie podnoszę dupy z siodła :/ |Potrzeba mi prawdziwych treningów, a narazie od tygodnia nie siedziałam na koniu. Super.
Gejsza

piątek, 25 stycznia 2013

Ustępowanie od łydki


Ustepowanie od łydki. Jak to zrobić ? 

Zewnętrzną łydką działasz za popręgiem,przesuwasz lewe biodro do przodu,a natomiast wewnętrzną łydką działasz lekko za popręgiem ( odrobinę mniej nić zewnętrzną ),musisz ustawić głowę konia do wewnątrz działając wewnętrzną wodzą.Gdy wszystko pójdzie znakomicie i koń zacznie ustępowanie to lewą łydką przyciskasz i odpuszczasz itp. Podałam Wam teraz przykład ustępowania z lewej łydki. 

Lotną zmiana nogi w galopie

Lotna zmiana nogi w galopie. Jak to zrobić ?

Musisz jechać na dużej , pełnowymiarowej ujeżdżalni i wykonywać 'ósemkę' powiedzmy że jedziemy wpierw po okręgu wciąż skręcając w lewo więc lewą rękę masz uniesionę nieco wyżej i dalej od szyi konia , prawa jest niżej i prawie na styku szyi konia jadąc osemkę , będąc już w środku (w miejscu przecięcia) zmieniasz układ rąk (na drugą stronę - teraz prawa wyżej i odsunięta , lewa niżej , bliżej) i zmieniasz ustawienie nóg ,ta która była na popręgu ląduje za popręgiem i odwrotnie . Koń powinien wtedy zmienić nogę w galopie , ty powinnaś to wyczuć ;) 

niedziela, 20 stycznia 2013

Część 5

Maję zemdliło od nieustającego płaczu. Piekły ją oczy, bolały usta, ten ciągły krzyk, rozpacz, której nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić. Mimo tego dziewczyna nie chciała opuszczać Luny. Już tyle wytrzymała. Musi być przy niej! Mimo usilnych próśb, nie dano jej zostać z klaczą. Maya z całych sił przytulała szyję ukochanego konia. Aż do posinienia palców, aż do zbielenia kości. Zdołano ją jednak oderwać. Na siłę. Mimo wzmożonego niepokoju, Maya po długiej walce odpuściła. Wyczerpana rozluźniła uścisk. - dasz sobie radę malutka. Już niedługo będziemy we trójkę. Razem – szepnęła do ucha konia i odeszła. Maya poszła się umyć, coś zjeść. Dom opustoszał. Cudownym sposobem wszyscy pobiegli do stajni. Dawało się słyszeć głosy „ Luna rodzi! Dajcie koce!”. Dziewczyna była zmęczona. Tym wszystkim. Zamieszaniem. Chciała zasnąć. Odpłynąć w świat sennych marzeń i bajek. Sny. Tego teraz potrzebuje. Oderwać się od rzeczywistości.

Byłam sobie w Lalinie wczoraj. Dostałam Diodę - siwka o potężnym sercu do skoków. Łukasz mi ustawił 1.20 okser na 60 cm szerokości. Ogólnie rzecz biorąc cały czas się zabijałam, ale ostatni skok w końcu wyszedł. :D Boję się obozu - 29 DNI! A ja tylko 3 razy w stadninie na treningu -.- Porażka.
Gejsza

czwartek, 17 stycznia 2013

Część 4

W pewnym momencie klacz zarżała. Ale nie tak jak na początku. To był raczej krzyk. Ból, cierpienie, chęć przetrwania. Maya obudziła się ze snu, który utkała by zatuszować strach. Maya zamknęła oczy, zaczęła uspokajać Lunę, głaskała ją, śpiewała coraz głośniej, po chwili przestała się kontrolować. Płakała. Wołała o pomoc, ale nikt nie przychodził. Nie zostawi tutaj Luny, choćby miała umrzeć z głodu, nie opuści jej w tym momencie! Krzyczała, klacz rżała razem z nią. Nadszedł moment rozwiązania. Nie można było tego nie usłyszeć. W końcu ktoś wszedł do stajni. Katy zobaczyła łzy, klacz podczas porodu, pełno krwi, cierpiącą klacz, doprowadzoną do ostateczności Mayę. Stała jak wryta. W końcu pobiegła po pomoc. - nie zostawiaj mnie tu! - krzyczała Maya przez łzy – nie dam rady już dłużej! Błagam! Pomóż mi! -prosiła dziewczyna. Katy jednak wybiegła. Niedługo potem mama Mayi, weterynarz. Wszyscy byli na miejscu. Gotowi na poród. Jednak nikt nie słyszał rozpaczy dziewczyny i konia tak długo błagających o pomoc.

Więc tak. Nauki mnóstwo ale jadę pojutrze do Lalina :) I jestem mega szczęśliwa, pomimo tego że koleżanka mnie zrobiła w dupę ;< W każdym razie mam nadzieję na skoki bo w teorii opanowałam oddawanie rąk przy skoku - muszę wypróbować a przy 50 cm to się nie bardzo da ;/ Tak więc liczę na 120 :)
Gejsza

niedziela, 13 stycznia 2013

Część 3

W stajni było cicho. Konie zostały wypuszczone na padok, na noc. Ciepłą noc. Luna była w ciąży. Została sama. Dziewczyna bała się. Bała. Najbardziej w życiu. Nie jest jeszcze dorosła. Nie potrafi zrozumieć pewnych rzeczy. Kocha Lunę, kocha jej źrebaka. Tylko to teraz się liczy. Klacz ciągle drżała. Maya bała się zawołać po pomoc. Poród się zaczął jakieś 15 minut temu. Już niedługo powinno być w porządku. Kolejny dzieciak w stajni. Dziewczyna próbowała wygnać złe myśli z głowy. Zaczęła śpiewać Lunie. Nuciła pewną starą pieśń, jej ulubioną, poznaną jeszcze w czasach, kiedy nie znała koni. Mruczała niezrozumiały tekst. Cichutko. Jakby cały świat się zatrzymał. Śpiewała o nieszczęśliwej miłości. O rozstaniu. O powrocie. O rozkwicie, spędzonych chwilach razem, przy kominku w ciemną, zimową noc. W lecie na łące, przy śpiewie ptaków, szumie liści i dźwięku płynącego strumyka.

Już koniec weekendu :( Ferie dopiero 11 II tak więc dupa. Powinnam iść jeszcze na 4 jazdy do Lalina - zaledwie jedną mam na 100 % pewną. Super. Jak tak dalej pójdzie to bd dupa na tym obozie a nie skoki -.-
Gejsza