niedziela, 20 stycznia 2013

Część 5

Maję zemdliło od nieustającego płaczu. Piekły ją oczy, bolały usta, ten ciągły krzyk, rozpacz, której nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić. Mimo tego dziewczyna nie chciała opuszczać Luny. Już tyle wytrzymała. Musi być przy niej! Mimo usilnych próśb, nie dano jej zostać z klaczą. Maya z całych sił przytulała szyję ukochanego konia. Aż do posinienia palców, aż do zbielenia kości. Zdołano ją jednak oderwać. Na siłę. Mimo wzmożonego niepokoju, Maya po długiej walce odpuściła. Wyczerpana rozluźniła uścisk. - dasz sobie radę malutka. Już niedługo będziemy we trójkę. Razem – szepnęła do ucha konia i odeszła. Maya poszła się umyć, coś zjeść. Dom opustoszał. Cudownym sposobem wszyscy pobiegli do stajni. Dawało się słyszeć głosy „ Luna rodzi! Dajcie koce!”. Dziewczyna była zmęczona. Tym wszystkim. Zamieszaniem. Chciała zasnąć. Odpłynąć w świat sennych marzeń i bajek. Sny. Tego teraz potrzebuje. Oderwać się od rzeczywistości.

Byłam sobie w Lalinie wczoraj. Dostałam Diodę - siwka o potężnym sercu do skoków. Łukasz mi ustawił 1.20 okser na 60 cm szerokości. Ogólnie rzecz biorąc cały czas się zabijałam, ale ostatni skok w końcu wyszedł. :D Boję się obozu - 29 DNI! A ja tylko 3 razy w stadninie na treningu -.- Porażka.
Gejsza

czwartek, 17 stycznia 2013

Część 4

W pewnym momencie klacz zarżała. Ale nie tak jak na początku. To był raczej krzyk. Ból, cierpienie, chęć przetrwania. Maya obudziła się ze snu, który utkała by zatuszować strach. Maya zamknęła oczy, zaczęła uspokajać Lunę, głaskała ją, śpiewała coraz głośniej, po chwili przestała się kontrolować. Płakała. Wołała o pomoc, ale nikt nie przychodził. Nie zostawi tutaj Luny, choćby miała umrzeć z głodu, nie opuści jej w tym momencie! Krzyczała, klacz rżała razem z nią. Nadszedł moment rozwiązania. Nie można było tego nie usłyszeć. W końcu ktoś wszedł do stajni. Katy zobaczyła łzy, klacz podczas porodu, pełno krwi, cierpiącą klacz, doprowadzoną do ostateczności Mayę. Stała jak wryta. W końcu pobiegła po pomoc. - nie zostawiaj mnie tu! - krzyczała Maya przez łzy – nie dam rady już dłużej! Błagam! Pomóż mi! -prosiła dziewczyna. Katy jednak wybiegła. Niedługo potem mama Mayi, weterynarz. Wszyscy byli na miejscu. Gotowi na poród. Jednak nikt nie słyszał rozpaczy dziewczyny i konia tak długo błagających o pomoc.

Więc tak. Nauki mnóstwo ale jadę pojutrze do Lalina :) I jestem mega szczęśliwa, pomimo tego że koleżanka mnie zrobiła w dupę ;< W każdym razie mam nadzieję na skoki bo w teorii opanowałam oddawanie rąk przy skoku - muszę wypróbować a przy 50 cm to się nie bardzo da ;/ Tak więc liczę na 120 :)
Gejsza

niedziela, 13 stycznia 2013

Część 3

W stajni było cicho. Konie zostały wypuszczone na padok, na noc. Ciepłą noc. Luna była w ciąży. Została sama. Dziewczyna bała się. Bała. Najbardziej w życiu. Nie jest jeszcze dorosła. Nie potrafi zrozumieć pewnych rzeczy. Kocha Lunę, kocha jej źrebaka. Tylko to teraz się liczy. Klacz ciągle drżała. Maya bała się zawołać po pomoc. Poród się zaczął jakieś 15 minut temu. Już niedługo powinno być w porządku. Kolejny dzieciak w stajni. Dziewczyna próbowała wygnać złe myśli z głowy. Zaczęła śpiewać Lunie. Nuciła pewną starą pieśń, jej ulubioną, poznaną jeszcze w czasach, kiedy nie znała koni. Mruczała niezrozumiały tekst. Cichutko. Jakby cały świat się zatrzymał. Śpiewała o nieszczęśliwej miłości. O rozstaniu. O powrocie. O rozkwicie, spędzonych chwilach razem, przy kominku w ciemną, zimową noc. W lecie na łące, przy śpiewie ptaków, szumie liści i dźwięku płynącego strumyka.

Już koniec weekendu :( Ferie dopiero 11 II tak więc dupa. Powinnam iść jeszcze na 4 jazdy do Lalina - zaledwie jedną mam na 100 % pewną. Super. Jak tak dalej pójdzie to bd dupa na tym obozie a nie skoki -.-
Gejsza

sobota, 12 stycznia 2013

Część 2

Później była tylko lepiej. To pierwszy koń Mayi. Dziewczyna uczyła się razem z klaczą pracy z ziemi, sztuczek. Czasami nawet zwykłe szturchnięcie w bok i cichutkie zarżenie dawało tyle szczęścia! Wspólne treningi, razem spędzone święta, każda godzina liczona jako ostatnia. Teraz jednak czuła się bezradna. Nie miała pojęcia co zrobić, jeżeli przy porodzie odbędą się komplikacje. Co, jeżeli źrebak nie będzie mógł wyjść? Jeżeli zacznie się dusić? Maya błagała, żeby się nic nie stało. Prosiła w duszy klacz, żeby poradziła sobie. - piękna, jeszcze tylko chwilkę, raz, mocno, i koniec, proszę, zrób to dla mnie. - Luna spojrzała na dziewczynę. W jej oczach było widać strach, nadzieję, miłość wiarę. Te wszystkie uczucia były tak ściśle połączone.

Byłam dzisiaj na treningu. Pobiłam mój rekord życiowy - 110 :D nie jestem z siebie dumna bo się mało co nie zabiłam, ale będzie lepiej. już za tydzień, albo na weekend ale dopiero za 2 tyg :( czemu to jest tak daleko ? 
Gejsza

piątek, 11 stycznia 2013

Nowości nowości - część 1 :)

Hej hej. Od dzisiaj również będę prowadziła bloga :) Głównie będę się udzielać pisząc tutaj moje opowiadanie. zawsze staram się dawać jakieś foto :) Będę je zamieszczać w częściach. Chętnie przyjmę wszelakie komentarze. Macie również moje gg 36152082.W razie czego - piszcie! :) PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE!
Gejsza

Część 1
I wtedy Maya otworzyła szeroko oczy. Chrapy Luny niespokojnie raz po raz wciągały powietrze. na wąsikach można było dostrzec kropelki wody, osadzające się w postaci pary. jej ciało drgało. wiedziała, że to już ten czas. ten moment nadszedł. w końcu, wyczekiwany dzień nastał. Luna cichutko zarżała jakby rozumiejąc myśli Mayi. - już malutka, spokojnie. wszystko będzie dobrze – powiedziała dziewczyna delikatnie głaskając drżące policzki Luny. W jednym momencie klacz cała się spięła. Ten stan trwał jakieś dwie minuty. Zaledwie krótka chwila. Maya była gotowa na takie okoliczności. Wiedziała co zrobić. Czytała przecież mnóstwo książek, zanim kupiła Lunę. Jako źrebaka. Była nieznośna. Ciągłe rozwalanie zagrody, szalone harce na łące dwadzieścia kilometrów później, wbieganie na ulicę pełną rozpędzonych samochodów, tylko po to, żeby dowieść jak bardzo jest sprytna. Niedościgniona. Że tak naprawdę nikt jej nie złapie.

+ nie dodam foto, bo mi nie wchodzi a ja jestem dupa z informatyki ;/ Może w następnym wejdzie bo mam takie mega :D



piątek, 23 listopada 2012

Wodze pomocnicze.


Niestety bardzo wielu jeźdźców korzysta z wodzy pomocniczych chociaż nie mają odpowiednich umiejętności. Skutek bardzo często jest odwrotny od zamierzonego, dlatego zawsze zastanówmy się zanim zaczniemy korzystać z wodzy pomocniczych, czy mamy odpowiednie doświadczenie i czy nie zrobimy krzywdy naszemu ulubieńcowi. Poniżej przedstawię kilka podstawowych wodzy pomocniczych, ich budowę oraz zastosowanie. Dla każdego kto dopiero zaczyna swoją przygodę z treningiem konia na lonży czy w siodle mogą być to przydatne wskazówki. Pamiętajmy jednak, że sama teoria to za mało, zawsze początki korzystania z pomocy powinny odbywać się pod okiem doświadczonego trenera.
Bez względu na to, które wodze pomocnicze używamy nie zapominajmy o tym, że powinny one służyć czasowo w celu poprawienia błędów konia i uzyskaniu założonych efektów. Niestety bardzo wielu jeźdźców (szczególnie młodych, niedoświadczonych) używa wodzy pomocniczych w celu podporządkowania sobie konia. Pamiętajmy, że jazda konno to bardzo długie, czasem mozolne ćwiczenia, które doprowadzą do prawidłowych reakcji konia na sygnały oraz prawidłowego ruchu.
Używając pomocy musimy wiedzieć na jaką część ciała konia w danym momencie działamy – grzbiet, szyja, pysk. Bądźmy delikatni, korzystanie z wodzy pomocniczych musi być z wyczuciem aby nie zrobić krzywdy koniowi. Zawsze dokładnie zapoznajmy się ze sprzętem oraz mechanizmem jego działania. Dzięki temu doskonale zrozumiemy po co chcemy korzystać z danych pomocy. Niekoniecznie na naszego konia zadziała wodza pomocnicza, którą stosowała koleżanka u swojego. Często nieodpowiedni ruch konia związany jest z naszymi małymi umiejętnościami jeździeckimi, a nie „defektem” konia, który należy wyeliminować.
Wytok
To jedyna z pomocy, którą możemy stosować przez cały czas. Jest to pomoc przeznaczona dla koni zadzierających głowę do góry oraz koni z wysoko osadzoną szyją. Taka budowa konia powoduje problem z prawidłowym osadzeniem konia na wędzidle.

Wytok staje się pomocny również w czasie skoków, kiedy to chroni jeźdźca przed uderzeniem końską szyją. Ta pomoc często jest używana podczas nauczania młodego adepta jeździectwa. Wędzidło w pysku konia pozostaje w jednej pozycji mimo pewnych niekontrolowanych ruchów/szarpnięć za pysk wodzą przez uczącego się jeźdźca. Dodatkowo rzemień dookoła szyi konia służy jako uchwyt w razie utraty równowagi przez ucznia.
Budowa wytoku
Wytok to pas w kształcie litery Y. Pojedynczy pas zapinany jest między nogami konia do popręgu, natomiast dwa ramiona zakończone pierścieniami przelatane są przez wodze. Regulacja długości znajduje się na pasku mocowanym do popręgu. Całość zawieszona jest na rzemieniu, który mocuje się wokół szyi konia. Możemy spotkać różne rodzaje wytoków, zasada ich działania jest taka sama. Są na przykład wytoki, które połączone są od razu z napierśnikiem.
Dopasowany wytok nie może być za krótki, ponieważ powoduje ciągły nacisk na żuchwę przez co konia głowa będzie ściągana w dół. Nazbyt długi wytok natomiast nie będzie po prostu pełnił swojej roli.
Pamiętajmy aby wodze zaopatrzone były w motylki, które zabezpieczą przesuwanie się wytoku do sprzączek wodzy, o które mogą się zahaczyć i tym samym spowodować upadek konia np. podczas skoku.
Wypinacze
To pomoce, które służą do pracy na lonży w celu wskazania koniowi właściwej pozycji głowy oraz wzmocnienia mięśni grzbietu. Wypinacze stosujemy również podczas nauki początkujących jeźdźców, którzy na początku mają niestabilną rękę oraz równowagę.
Budowa wypinaczy
Wypinacze są to dwa wąskie paski (skórzane lub syntetyczne) z możliwością regulacji długości. Z jednej strony zakończone pętlą, z drugiej zapięciem karabińczykowym. Wypinacze często zaopatrzone są w gumowe pierścienie, które zabezpieczone są dodatkowymi paskami łączącymi dwie części wypinacza. Gumowe pierścienie umożliwiają delikatne naciąganie się pomocy. Do lonżowania lepiej używać małych grubych pierścieni, ponieważ powodują one bardziej twarde działanie wypinaczy, a które wywołują stabilne i prawidłowe opieranie się konia na wędzidle. Bardziej elastyczne pierścienie są odpowiednie, gdy wypinaczy używamy w początkowym szkoleniu młodych jeźdźców. Na konia działają bardziej elastycznie, delikatnie.
Wypinacze za pomocą karabińczyka mocujemy do pierścienia wędzidła, natomiast koniec ze sprzączką tworzącą pętlę mocujemy do popręgu lub obergurtu. Należy pamiętać aby wypinacze po obu stronach były jednakowej długości i aby leżały na tej samej wysokości. Wypinacze nie mogą być za krótkie! Podczas lonżowania należy pamiętać aby długość ich była taka aby linia od czoła do nosa konia nie wychodziła za pion. Wypinacz zewnętrzny podczas lonżowania powinien być o 1-2 dziurki dłuższy od wewnętrznego. Podczas ruchu koń będzie miał odpowiednie zgięcie na kole. Zmieniając kierunek jazdy odpowiednio zmieniamy długość każdego z wypinaczy.
Podczas używania wypinaczy w trakcie jazdy w siodle zapinajmy je luźniej, co umożliwi większą swobodę ruchów koniowi, a jednocześnie początkujący jeździec będzie mógł skupić się na prawidłowym dosiadzie i utrzymaniu równowagi nie zwracając uwagi na prawidłowy kontakt z koniem. Uchroni to konia przed nieprzyjemnym szarpnięciem pyska wodzami. Koń poprzez wypinacze będzie na stałym kontakcie, dzięki czemu jeździec będzie mógł mieć luźniejszą wodzę.
Wydłużacz szyi
W ofercie wodzy pomocniczych możemy się spotkać z tzw. „przedłużaczem szyi”. Jest to długa gumowa linka z redukcją długości, którą zakłada się na potylicę, przeciąga przez pierścień wędzidła (od zewnątrz do wewnątrz) i zapina po obu stronach popręgu (podobnie jak wypinacze). Używany głównie podczas pracy w siodle. Mechanizm polega na zachęcaniu konia do obniżenia szyi i jej rozluźnienia. Gdy koń stara się unieść szyję do góry odczuwa nacisk na potylicy tym samym powodując opuszczenie szyi i odpowiednie ustawienie.
Czambon
Chambon to kolejna z wodzy pomocniczych często spotykana w treningu koni. Chambon używany jest do lonżowania szczególnie młodych koni. Powoduje prawidłowe ustawienie i opuszczenie odpowiednio szyi, uwypuklenie grzbietu oraz umożliwia rozwój mięśni grzbietu jak i uczy poruszania się konia w równym tempie.
Budowa czambonu
Chambon to linka (czasem gumowa) mocowana za pomocą karabińczyków do pierścienia wędzidła i biegnąca do góry, gdzie przepleciona jest przez pierścień, który umocowany jest na dodatkowym nagłówku, który od spodu przymocowany jest do nagłówka tranzelki. Linka dalej wędruje w dół, gdzie przewleczona jest przez pojedynczy wypinacz, natomiast wypinacz mocowany jest do obergurtu na mostku konia między przednimi nogami konia. Chambon zaopatrzony jest przeważnie w gumowy pierścień amortyzujący szarpnięcia i nacisk wędzidła na pysk.
Podczas pracy na lonży konia z chambonem jeździec może się skupić nad dopilnowaniem odpowiedniej pracy zadu konia, podczas gdy chambon powoduje odpowiednie ustawienie konia. Pomoc ta działa na potylicę oraz pysk konia, ale daje swobodę ruchów na boki, w dół i do przodu.
Chambon nie jest polecany dla koni o potężnym przodzie i nisko osadzonej szyi. Podobnie jak każde wodze pomocnicze i chambon musi być odpowiednio dopasowany. Chambon powinien mieć taką długość by napięty spowodował, że pierścienie wędzidła znajdą się w jednej linii z guzami biodrowymi.
Czarna wodza
Czarna wodza działa bardzo silnie na pysk, grzbiet, szyję i potylicę konia, dlatego tej wodzy pomocniczej mogą używać tylko bardzo doświadczeni jeźdźcy. Niestety bardzo wielu ludzi nadużywa czarnej wodzy, gdyż „pozornie” koń bardzo łatwo zostaje zebrany i nie wymaga większego wysiłku od strony jeźdźca. Jest to jednak efekt krótkotrwały, ponieważ koń po zdjęciu czarnej wodzy zaczyna od nowa zadzierać głowę. Często dzieje się tak, że koń na czarnej wodzy ma głowę niemal przy piersi – to efekt braku wyobraźni u jeźdźca w stosowaniu tej pomocy. Konsekwencją takiego nadużycia jest problem z koniem, że staje się nieposłuszny, zadziera głowę i ucieka przed ręką jeźdźca.
Budowa czarnej wodzy
Są to dwa paski (ok. 2,8 m) na końcu których znajdują się sprzączki lub karabińczyki zapinane do łącznika. Pętle i karabińczyki przypinamy do popręgu na mostku między przednimi nogami lub po bokach popręgu (tak jak wypinacze), następnie paski biegną przez pierścienie wędzidła od strony wewnętrznej do zewnętrznej, pod wodzami i kończą się w dłoni jeźdźca.
Jeszcze raz zwrócę uwagę, iż czarnej wodzy powinno się używać bardzo rozważnie i tylko wtedy, gdy wiesz do czego jest Tobie, a raczej Twojemu koniowi potrzebna. Jeżeli Twoje umiejętności jeździeckie są niewielkie to nawet nie myśl o tej pomocy. Z koniem należy wypracować wspólną więź, a nie korzystać nienaturalnych sprzętów, które spowodują że pod naciskiem koń będzie poruszał się tak jak sobie tego życzymy. Niestety często zdarza się, że koń który nagminnie zaopatrywany był w wszelkiego rodzaju pomoce staje się nieposłuszny, nerwowy i nie chce współpracować z jeźdźcem. Pamiętajmy jak wrażliwe są to zwierzęta.

niedziela, 18 listopada 2012

nauka ukłonu... cz. 1

heeej Kochani!!
Dzisiaj pokaze Wam pierwszy krok w nauce ukłonu... to bardzo efektowna sztuczka ale jakże łatwa w nauce... Niestety nie wszystko co łatwe szybko przychodzi... nad tą sztuczką musicie dłużej posiedzieć bo pamiętajcie NAUKA WY
MAGA CZASU!!
Jesli zaczeliscie uczyc konia innej sztuczki (np. tej co podałam wczoraj) nauke ukłonu można zacząć dopiero gdy tamta konik sam będzie wykonywł bez problemu na ansz sygnał :))
KROK 1
Wkładamy konikowi między nogi smakołyki tak aby włożył łeb miedzy nogi (na początek nie za głeboko z czasem możemy zacząć zgłępiać częściowy ukłon)
Konik moze nam się cofnąć w takim wypadku nie pozwalamy mu jeść lecz przechodzimy i znów wkładamy między nogi dopóki konik nie zrobi tego o co nam chodzi. To ćwiczenie wykonujemy systematycznie dzień w dzień po około 15/20minut
Dopiero gdy koń beedzie wiedział o co chodzi przechodzimy do kroku 2 (krok drugi w kolejnym poscie) życze powodzenia/Kinga